Strażnik pamięci Cielmic – Ireneusz Lubowiecki | wywiad i historia Cielmic

Czy wiedzieliście, że Cielmice to najstarsza dzielnica Tychów, o której pierwsza pisemna wzmianka pochodzi już z 9 lutego 1368 roku? To właśnie tutaj żyje, pracuje i tworzy niezwykły człowiek, który postanowił własnoręcznie, bez użycia komputera, spisać i ocalić od zapomnienia bogate dzieje swojej „małej ojczyzny”. Zapraszamy do lektury oraz wysłuchania wyjątkowej rozmowy red. Bogumiły Wieczorek z Ireneuszem Lubowieckim w audycji „Śląski Mikrofon” Radia Tychy.
Kim jest cielmicki kronikarz? Pasja zrodzona z rodzinnych opowieści
Ireneusz Lubowiecki na co dzień pełni skromną, lecz niezwykle ważną funkcję woźnego w miejscowej Szkole Podstawowej w Cielmicach, gdzie pracuje od 2000 roku. Po godzinach zamienia się jednak w niestrudzonego badacza, archiwistę i strażnika lokalnej tożsamości. Jest autorem dwóch obszernych kronik oraz siedmiu tematycznych zeszytów wypełnionych unikalnymi faktami.
Co najbardziej urzeka w jego pracy? Pan Ireneusz to stuprocentowy „analog” – w jego zbiorach próżno szukać komputerowych wydruków czy cyfrowych notatek. Wszystko, od precyzyjnych tabel statystycznych po opisy historyczne, tworzy tradycyjnym piórem na papierze.
Zainteresowanie historią zaszczepili w nim wspaniali nauczyciele oraz pasjonujące opowieści rodzinne, które chłonął jako zaledwie sześcio- lub siedmiolatek. Szczególną inspiracją była postać jego dziadka ze strony mamy, Franciszka. W czasie II wojny światowej losy rzuciły go do Wehrmachtu, skąd po dostaniu się do angielskiej niewoli trafił do Drugiego Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa. To właśnie tam, na włoskim szlaku bojowym, dziadek pana Ireneusza widział na własne oczy legendarnego misia Wojtka – słynnego niedźwiedzia syryjskiego, który stał się oficjalną maskotką i kapralem polskiego wojska. Ta niezwykła iskra z dzieciństwa po latach przerodziła się w życiową misję dokumentowania tyskich dziejów lokalnych.
Poniżej znajduje się pełne nagranie rozmowy w Radiu Tychy, które warto obejrzeć, by poczuć klimat tej niezwykłej opowieści:
Sekrety szkolnych gablot i rygorystyczne kuryndy z XIX wieku
Początek systematycznej pracy kronikarskiej pana Ireneusza przypada na lata 2005–2007. Ówczesna dyrektor szkoły, Aleksandra Klimczewska, powierzyła mu opiekę nad szkolnymi gablotami historycznymi. Podczas rutynowego porządkowania i odkurzania archiwów, pan Ireneusz z czystej ciekawości zaczął wczytywać się w stare dokumenty. Na szczęście były one już przetłumaczone z języka niemieckiego – warto bowiem pamiętać, że w XIX wieku Śląsk znajdował się pod panowaniem pruskim, a lekcje w wybudowanej w latach 1872–1874 szkole w centrum wsi prowadzono wyłącznie po niemiecku. Przepisywanie najciekawszych fragmentów zajęło mu dwa lata intensywnej, wieczornej pracy.
Wśród unikalnych znalezisk znalazły się tzw. kuryndy – czyli XIX-wieczne okólniki i odgórne zarządzenia władz szkolnych (najpierw z Wrocławia, później z Opola), przesyłane z placówki do placówki i spisywane w specjalnej księdze. Dokumenty te pokazują, z jak rygorystyczną szczegółowością dbano o szkołę w tamtych czasach.
Przykładowo, w piśmie z Pszczyny z 28 stycznia 1875 roku skrupulatnie odpowiadano na pytania królewskiego inspektoratu: Czy mury budynku są suche? (Odpowiedź: Tak), Jak często młodzież zamiata klasy? (Odpowiedź: Dwa razy w tygodniu), oraz Czy w korytarzach znajdują się maty słomiane i wycieraczki do obuwia? (Odpowiedź: Są dwie żelazne wycieraczki i szczotki).
Co ciekawe, sprzątanie szkoły nie było wówczas karą – funkcja dyżurnego stanowiła elitarne wyróżnienie i nagrodę przyznawaną wyłącznie najlepszym i najbardziej odpowiedzialnym uczniom! Z zapisków dowiadujemy się również, że w 1875 roku sztuczne oświetlenie w klasach „nie egzystowało” – dzieci uczyły się przy świetle dziennym, a elektryczność dotarła do kluczowych tyskich budynków dopiero na przełomie XIX i XX wieku.
Unikalne statystyki: Szkoła rotacyjna i powojenny wyż demograficzny
Siódmy zeszyt kronikarza to prawdziwy majstersztyk statystyczny. Pan Ireneusz zebrał w nim pełną listę nauczycieli pracujących w Cielmicach od 1874 roku aż do czasów współczesnych, wzbogaconą o krótkie biogramy (udało się to szczegółowo odtworzyć do lat 80. i 90. XX wieku, a od roku 2000 autor osobiście notuje każdego nowego pedagoga). Liczby doskonale obrazują warunki, w jakich kształciły się dawne pokolenia:
- W 1896 roku w szkole uczyło się aż 140 dzieci, nad którymi opiekę sprawowało zaledwie 4 nauczycieli. Lekcje odbywały się przez 6 dni w tygodniu (od poniedziałku do soboty w godzinach 8:00–14:00), a roczniki były łączone.
- Ograniczenia lokalowe: Ponieważ budynek dysponował jedynie dwoma lub trzema izbami lekcyjnymi, dzieci uczyły się rotacyjnie, co drugi dzień (np. klasy 1–2 w poniedziałki i środy, klasy 3–4 we wtorki i czwartki). Prace ręczne dla dziewcząt prowadziły wówczas… żony głównych nauczycieli (kierowników placówki).
- Dane powojenne: Pan Ireneusz dotarł do precyzyjnych danych demograficznych od 1945 roku. Przykładowo, w roku szkolnym 1975/1976 w Cielmicach uczyło się rekordowe 204 uczniów przy 7 nauczycielach. Kroniki dokładnie rejestrują także transformacje systemu – od szkoły 7-klasowej (do 1965 r.), przez wprowadzenie 8 klas (od 1966 r.), aż po epokę gimnazjów i współczesne struktury przedszkolne.
Cielmickie Sacrum: Krzyże, kapliczki i legendy uzdrawiającego Jasionka
Pierwsza z ukończonych kronik pana Ireneusza została w całości poświęcona architekturze sakralnej Cielmic. Autor zlokalizował i szczegółowo opisał historię 3 kapliczek oraz 5 krzyży znajdujących się bezpośrednio w dzielnicy (a łącznie 9, biorąc pod uwagę obiekty graniczne, np. przy starej drodze do Urbanowic czy w okolicznych lasach). Każdy z tych obiektów kryje w sobie osobną, fascynującą historię:
Kapliczka św. Tekli (1818 r.)
Położona jest na malowniczym, drugim co do wielkości wzgórzu w Cielmicach tuż za szkołą. Wybudowano ją w 1818 roku jako miejsce wytchnienia dla austriackich pielgrzymów zmierzających do sanktuariów w Częstochowie czy na Górze Świętej Anny (Annabergu). Przy kapliczce rosną potężne kasztanowce oraz dwie lipy, które w 1957 lub 1958 roku osobiście zasadził dziadek kronikarza. Z tego miejsca roztacza się piękna panorama na Hutę Łaziska oraz tysko-świerczynieckie lasy.
Kapliczka św. Jana Nepomucena w Jasionku i uzdrawiające źródło
Święty Jan Nepomucen, jako patron miejsc podmokłych i zalewowych, stanął w samym sercu Cielmic, w rejonie zwanym Jasionkiem. To z tym miejscem wiąże się słynna legenda o wędrowcu, który zabłądził w dawnych, gęstych borach cielmickich. Wycieńczony i bliski śmierci zaczął żarliwie się modlić – w miejscu, w którym się zatrzymał, nagle wytrysnęło źródło czystej wody. Po jej skosztowaniu podróżny natychmiast odzyskał siły i bezpiecznie ukończył wyprawę.
Przez pokolenia okoliczni mieszkańcy wierzyli, że woda z Jasionka ma właściwości uzdrawiające, zwłaszcza przy chorobach oczu. Co ciekawe, woda ta była tak czysta i specyficzna, że mieszkańcy samych Tychów masowo przyjeżdżali po nią z 5-litrowymi bańkami. Twierdzono powszechnie, że zaparzona na niej kawa miała idealny, gruby kożuch „na palec”, przypominający pianę na dobrym piwie!
Najstarsze i najmłodsze pomniki wiary
Najstarsi mieszkańcy pamiętają, że najstarszym zabytkiem sakralnym w Cielmicach jest bogato zdobiony krzyż przy szkole z 1816 roku, posiadający figury Matki Boskiej, św. Jana Apostoła i Marii Magdaleny u podnóża ukrzyżowanego Jezusa. Z kolei krzyże na Borowni (przy ul. Strzeleckiej) oraz przy ul. Bieruńskiej prawdopodobnie wyszły z tego samego warsztatu kamieniarskiego, na co wskazują identyczne detale zdobień. Najmłodszym obiektem jest krzyż na Osiedlu Ogrodnik, poświęcony 23 października 2010 roku.
Geografia mikro-lokalna: 58 nazw, o których mogłeś nie wiedzieć
Cielmice wewnętrznie dzielą się na dziesiątki tradycyjnych obszarów, które funkcjonują przede wszystkim w pamięci najstarszych pokoleń. Panu Ireneuszowi udało się zebrać i skatalogować aż 58 lokalnych nazw topograficznych części Cielmic oraz okolicznych lasów i pól. Wiele z nich brzmi dziś niezwykle oryginalnie:
- Wroniok, Owszczarnia, Borownia, Nowsie – klasyczne, historyczne określenia rewirów miejscowości.
- Masażówka – nazwa związana z dawnym lokalnym rzeźnictwem lub przetwórstwem mięsnym.
- Trownik oraz Nowe Łąki – ta druga nazwa, po latach nieobecności, ponownie pojawiła się na mapach około 15 lat temu.
- Łosiny, Fikowa Szczała – unikalne, anegdotyczne nazwy leśne i polne, które bez zapisania w kronice bezpowrotnie zniknęłyby wraz z naturalną wymianą pokoleń.
„A domem stały się Cielmice” – wielki jubileusz i spojrzenie w przyszłość
Druga kronika, zatytułowana „A domem stały się Cielmice”, powstała jako hołd na wielki jubileusz 650-lecia miejscowości obchodzony w 2018 roku. To potężne kompendium wiedzy – od epoki neolitu (na terenie Cielmic odnaleziono m.in. dwie krzemienne siekierki oraz średniowieczne cmentarzysko z brązowymi ozdobami kobiecymi i męskimi pod dzisiejszym boiskiem szkolnym) aż po czasy współczesne.
Znajdziemy tam spisy ludności – np. z 1718 roku, kiedy Cielmice liczyły blisko 500 mieszkańców (choć w rejestrach podatkowych wymieniano wówczas wyłącznie męskich gospodarzy reprezentujących około 40–50 domostw, którzy oddawali podatek do kamery w postaci żyta). Kronika opisuje też historię przynależności parafialnej (od Lędzin, przez Bieruń i Paprocany) oraz trudną, pełną biurokratycznych i politycznych przeszkód w czasach PRL budowę pierwszego kościoła-baraku w 1946 roku, a następnie obecnej świątyni murowanej z 1971 roku.
Choć główna kronika zamyka się na roku 2018, pan Ireneusz nie zaprzestał pracy. Cały czas prowadzi bieżące notatki w swoich zeszytach. Jak sam zauważa, już za dwa lata (w 2028 roku) przypada kolejna wielka rocznica – 660-lecie Cielmic. Będzie to idealny moment na stworzenie oficjalnego aneksu i podsumowanie minionej dekady.
„Człowiek żyje po coś i dzięki czemuś. Najważniejsze to lubić to, co się robi, i widzieć w tym głębszy sens. Chcę po prostu zrobić coś trwałego i zapisać historię dla potomnych” – podsumowuje swoją misję Ireneusz Lubowiecki.
APEL KRONIKARZA DO MIESZKAŃCÓW CIELMIC!
Historia naszej dzielnicy tworzy się w naszych domach. Jeśli posiadasz stare, przedwojenne lub powojenne fotografie Cielmic, dokumenty, dawne mapy (takie jak unikalna mapa z 1886 roku, którą jeden z sąsiadów udostępnił do skserowania) albo rodzinne pamiątki – nie wyrzucaj ich podczas porządków!
Każdy taki dokument to bezcenny skarb dla tożsamości naszej społeczności. Skontaktuj się z panem Ireneuszem Lubowieckim lub przekaż materiały do Szkoły Podstawowej w Cielmicach. Chętnie je bezpłatnie skopiujemy, zeskanujemy i opiszemy, zwracając nienaruszone oryginały właścicielom.